HipeRPeG #23 – cyberpunkowy koktajl erpegowy

Już prawie dwa tygodnie upłynęły od dwudziestego trzeciego HipeRPeGa. Po raz kolejny zaskoczyła mnie frekwencja oraz entuzjazm uczestników imprezy: dbyły się dwie tury sesji, choć nagła i bardzo intensywna ulewa bezpośrednio przed rozpoczęciem koktajlu erpegowego mogła zmniejszyć liczbę przybyłych. Zapraszam do lektury sprawozdania z kolejnej, bardzo udanej imprezy czysto erpegowej.

Na poprzednim HipeRPeGu podszedł do mnie Dawid, którego widziałem pierwszy raz i zaproponował, że chętnie poprowadzi prelekcję w kwietniu. Przyjąłem pomysł chętnie: lubię nowych prelegentów, a temat który zaproponował był dla mnie szczególnie bliski: cyberpunk! Nie zawiodłem się. Prelekcja była żywa i okraszona licznymi ilustracjami. W jej trakcie mogliśmy poznać różne kulturowe inspiracje cyberpunkowe: książki (Gibbsona), filmy, komiksy, anime, gry komputerowe. Zakończyliśmy krótkim omówieniem Cyberpunka 2020 (tu gościnnie wystąpiłem z kilkoma zdaniami) oraz Interface Zero. Fajnie słuchało się tej prelekcji.

Ledwo zdążyłem pochwalić się dużym zbiorem podręczników do Wampira, które dzięki chojności Michała trafiły do naszej biblioteki, a już Grzegorz dołączył do kolejnych fundatorów przekazując kilka ciekawych pozycji:

  • podstawkę do Legendy 5 Kręgów z dodatkiem Mimura: The Village of Promises
  • dwa podręczniniki do Trough the Breach
  • Coffin Rock – pierwszy wydany dodatek do Deadlands Reloaded

Poza tym w skarbonce powoli zbierają się złocisze: mamy ich już prawie 80 i powoli można zacząć zastanawiać się nad pierwszym wspólnym zakupem. Zrobiłem tajne głosowanie wśród mistrzów gry, którzy poprowadzili minimum 3 sesje (jakieś ograniczenie musiałem zrobić). Jest silny faworyt, ale nie wszystkie głosy do mnie spłynęły, więc na razie jeszcze nie zdradzę szczegółów.

Po losowaniu zestawu kostek i krótkiej rozmowie o sprawach organizacyjnych, w tym o Coperniconie, którego termin został niedawno ogłoszony (14-16 września 2018), mogliśmy przejść do najważniejszego punktu, czyli sesji. W międzyczasie okazało się, że kilku MG nie przyszło (choroby i praca), ale udało się ich zastąpić rezerwą taktyczną. Poza tym mieliśmy trochę niższą frekwencję niż ostatnio (burza szalała przed rozpoczęciem spotkania, o czym wspomniałem wcześniej), więc nie było problemu z brakiem MG. Zgodnie z planem udało nam się rozegrać dwie tury sesji. W pierwszej wzięło udział 30 osób, a w drugiej 9 – część z tych osób oczywiście się powtórzyła, ale kojarzę przynajmniej dwóch graczy, którzy dołączyli dopiero o godzinie 23. Było również parę osób, które tradycyjnie po prelekcji nie zostały na sesjach. Myślę więc, że możemy spokojnie założyć, że było łącznie około 35 uczestników spotkania.

Jedną z sesji poprowadził oczywiście nasz prelegent, który tym samym dołączył do grona hipeRPeGowych mistrzów gry (bodaj tylko raz się zdarzyło, żeby prelegent nie prowadził sesji). A skoro mówił o klimatach cyberpunkowych, to zaproponował odpowiedni system: Interface Zero na Savage Worlds. Sesja toczyła się długo i zakończyła jako jedna z ostatnich pierwszej tury. Właśnie dostałem od Dawida raport z tej sesji, bardzo rozbudowany raport i chyba niedługo opublikuję go w całości na blogu.

Nie był on jedynym nowym mistrzem gry na HipeRPeGu. Do tego grona dołączył także Marek, który oszalał na punkcie Dworów Końca Świata. W lutym zagrał dwie sesje u Jakuba, w marcu zagrał u mnie, a teraz postanowił sam prowadzić. Oczywiście w ramach ogólnokrajowej kampanii Imperium Podzielone. Jest spora szansa, że w tym miesiącu także poprowadzi, więc jeśli ktoś z Was będzie chciał wziąć udział w tym fajnym przedsięwzięciu, to będzie ku temu okazja.

Kolejny raz Bartek poprowadził Coriolis. Tym razem na warsztat wrzucił scenariusz napisany przez Krzysia Bernackiego i poprowadzony przez niego na krakowskim Lajkoniku. Jest on (scenariusz) rozpisany na cztery niezależne przygody dookoła wspólnego wątku. Bohaterowie graczy reprezentują różne strony konfliktu, a kolejne sesje mają na siebie wpływ. Gracze weszli w sesję tak dobrze, że MG – jak sam stwierdził – nie musiał prawie nic robić. W najbliższym czasie rozegrane zostaną kolejne przygody z krzysiowego scenariusza, choć Bartek nie obiecuje, że na kolejnych trzech HipeRPeGach. Tak czy siak całą mini kampanię na różnych bohaterów ma zamiar poprowadzić w Hipisówce.

Piotr wziął się za to za mało ogrywanego do tej pory Conana. Sesja wypadła na tyle dobrze, że z jednej strony Piotr chce na kolejnych HipeRPeGach prowadzić kolejne przygody w howardowskim świecie, a jeden z graczy podjął decyzję o przyspieszeniu swojej kampanii, która ma się rozegrać właśnie na mechanice tej gry Modiphiusa. Osobiście obie te informacje mnie cieszą, bo może więcej osób pozna dzięki temu Conana, a w rzeczonej kampanii sam mam grać.

Jakoś tak wychodzi, że na naszych spotkaniach często gramy w stare gry. Tak było i tym razem, choć wyjątkowo nie prowadził jej Wolfgang a Jakub. Postanowił on poprowadzić Morderczą Milę, scenariusz do najstarszej gry sci-fi: Metamorphosis Alpha. Miałem przyjemność zagrać w tej sesji i jestem z tego zadowolony. Mechanika MA jest w zasadzie bardzo ograniczona i pozostawia wiele do interpretacji przez Sędziego. W praktyce sesji dobrze to wyszło. Nie zauważyłem żadnych przestojów wynikających ze względu na nieznajomość systemu, nie było zbędnego zastanawiania się nad zasadami gry. Po sesji (przygodę przeżyła tylko moja postać) pogadaliśmy dosyć długo i staraliśmy się dać mistrzowi gry dobry feedback. Obowiązek gracza uważam za spełniony!

Ostatnią sesję pierwszej tury poprowadził Adam, który wystąpił jako rezerwowy MG. Jak wspomniałem wcześniej aż trzech zakontraktowanych mistrzów gry w ostatniej chwili odwołało swoje uczestnictwo w spotkaniu, ale poradziliśmy sobie z tym problemem. Adam poprowadził piąte dedeki. Kolejny raz miałem więc okazję, żeby zagrać w ten system i kolejny raz z niej nie skorzystałem. Tak, mimo iż była to już dziesiąta sesja w DD5 na HipeRPeGu, ja nie zagrałem w żadnej z nich! A naprawdę chcę to w końcu zrobić.

Swoją drogą piąte dedeczki wyprzedziły w naszych hipeRPeGowych statystykach drugiego Warhammera, który do tej pory niepodzielnie królował. Teraz oba systemy mają taką samą liczbę rozegranych sesji (10), ale w DnD zagrał jeden gracz więcej (46 do 45). Zmienił się więc lider klasyfikacji najbardziej ogrywanych systemów na HipeRPeGu, choć jak sami widzicie różnica jest niewielka. Zobaczymy co mistrzowie gry wybiorą na kolejnych edycjach i który system wysunie się na wyraźniejsze prowadzenie.

W nocnej turze odbyły się dwie sesje. Pierwszą z nich, na mechanice Beat to Quarters, poprowadził Cellar Dorr i sądząc po odgłosach dochodzących znad stołu, była wesoła. Drużyna wcieliła się w ważne postaci na statku angielskiej floty w czasach brytyjskiej dominacji na morzach wszelakich. Były morskie przesądy, tawerniane zadymy, rywalizacja między postaciami graczy i ogólna, marynarska rozpierducha. Chciałem zagrać w tej sesji, bo sam mam ochotę poprowadzić coś marynarskiego, ale nie mogłem: w tym samym czasie prowadziłem sesję przy stoliku obok.

No właśnie. Długo zabierałem się do poprowadzenia OHET. Wsparłem zbiórkę Kuglarza tak szybko jak się dało, podręcznik przeczytałem jeszcze w pdf, ale jakoś nie miałem weny, żeby zabrać się za prowadzenie. Punktem zapalnym okazała się pierwsza przygoda ufundowana w trakcie zbiórki. Autorem Milczącej Oazy jest Łukasz Kołodziej, a sama przygoda to raczej mini moduł, lokacja w którą wrzuceni zostają bohaterowie graczy. Lubię takie rzeczy, choć chyba zazwyczaj sam je przygotowuję. W tym materiale bardzo podobało mi się zamieszczenie gotowych postaci, inspirowanych rysunkami klas z podręcznika. Fajnie to wyszło, tak spójnie.

Uparłem się na prowadzenie Milczącej Oazy, choć w gruncie rzeczy nie do końca czułem jej klimat. Musiałem ją przeczytać kilka razy i zastanawiać się nad nią w porannych korkach. Mimo to siadając do stołu nie miałem wszystkiego przemyślanego. Do teraz nie wiem zresztą z czego to wynikało: sam moduł jest w sumie dosyć prosty i nie powinien mi sprawić problemu. A jednak. Miało to wyraźne odbicie w trakcie sesji. Po półtorej godziny gry chciałem rzucić przygodę i resztę wieczoru spędzić na rozmowach, a nie samej grze. Całe szczęście gracze przekonali mnie, byśmy jednak grali dalej. Po tej krótkiej dyskusji reszta przygody układała się już znacznie lepiej, choć całościowo była to najgorsza sesją jaką prowadziłem od długiego czasu.

Próbowałem odpowiedzieć sobie na pytanie: czemu tak źle oceniam tę sesję? Choć większa część odczucia pozostaje w sferze trudnej do zwerbalizowania, to jednak jestem w stanie wskazać kilka grzegów:

  • BN’i byli płascy jak kartka papieru. W scenariuszu było rozpisane jak powinni się zachowywać, ale nie potrafiłem tego umotywować. W efekcie, w trakcie przygody zachowywali się zgodnie z zaleceniem, ale czułem, że powinni zachować się inaczej. Grzech: brak elastyczność MG.
  • Brak mi było mocnego wciśnięcia BG w przygodę. Ot, dojeżdżają do pewnego miejsca i tutaj uczestniczą w jakichś wydarzeniach. W zasadzie po pierwszej interakcji powinni zwiać jak najszybciej, ale to popsułoby sesję, co gracze doskonale rozumieli i zostali w oazie. Chyba jednak wolę przygody, w których BG mają osobiste motywacje. A przecież wystarczyło, by choć jeden bohater miał w tej oazie rodzinę czy znajomych. Grzech: nie zmodyfikowałem scenariusza pod własne preferencje.
  • Nie miałem przetestowanej mechaniki. Wyszedłem z założenia, że będziemy wspólnie robić nasze pierwsze testy w trakcie sesji, że niby z tego powodu gramy na HipeRPeGach, żeby poznawać mechanikę. To jest oczywisty błąd: MG powinien na sucho wykonać parę różnych rzutów i przygotować się. Efekt był taki, że musiałem robić drobne przestoje w sesji. Grzech: nie przetestowałem mechaniki systemu.
  • Zmęczenie materiału – była to sesja nocna i szczerze mówiąc byłem lekko zmęczony. Może gdybym lepiej czuł przygodę, to by tego nie było widać. Grzech: powinienem strzelić mocną kawę.

Więcej grzechów nie pamiętam, choć nie wykluczam, że były. Całe szczęście gracze byli aktywni rołlplejowo i pociągnęli sesję sami, głównie jej pierwszą połowę. W drugiej połowie bardzo fajnie zagrała nowa grupa BN, którzy okazali się niespodziewanymi sojusznikami i dali fajny klimat.

Na koniec sprawozdania jak zwykle rzucam garść pytań i tematów do przemyśleń.

  • Co sądzicie o dwóch turach sesji? Warto je rozgrywać? Zainteresowanie ze strony graczy jest umiarkowane, ale w końcu to późne godziny nocne, więc choćby dwie sesje możemy uznać za sukces.
  • Kogoś interesują statystyki HipeRPeGów? Prowadzę je na bieżąco i coraz ciekawsze rzeczy widać, jak na przykład rywalizacja między WFRP2 i DnD5. Jak myślicie: który z tych systemów wyjdzie na samodzielne prowadzenie?
  • Lubicie stare gry? Mam tu na myśli takie tytuły jak ogrywany na tej edycji Metamorphosis Alpha czy ODD lub T&T z poprzednich naszych spotkań.
  • I na koniec: jakie błędy wy popełniacie na Waszych jednostrzałach? Jak się wystrzegacie?
Reklamy

9 thoughts on “HipeRPeG #23 – cyberpunkowy koktajl erpegowy

  1. 1.Jeśli są chętni to spoko , dla mnie w srodku tygodnia to nierealne
    2.Statystyki to sól RPG , warto znać swoje i wrogich bn
    3.Ja grałem jedną sesję u Wolfganga było fajnie
    4.
    Błędy i wypaczenia
    * wybieram zbyt skomplikowane scenariusze
    * źle zakładam czas sesji
    *za mało się przygotowuje

    Czego unikam:
    *prowadzenia beac zmęczonym fizycznie , przygotowanie fizyczne to podstawa
    *Jeżdżenia na konwenty z nieprzetestowanymi sesjami
    *prowadzenia sesji z marszu

    Polubienie

  2. Conan sprawdził się wyśmienicie – zarówno przygoda Pits of Kutallu – prosta, liniowa, ale bardzo howardowska, jak i sam system, który dobrze odzwierciedla pulpowych bohaterów. Wcześniej w żadnej grze nie czułem się aż tak barbarzyńskim barbarzyńcą jak tu. Tylko trzeba pamiętać, że Momentum jest do wydawania, nie do kiszenia na później.

    Dwie tury z mojej perspektywy są obojętne, bo dopóki event będzie w środku tygodnia to nie wezmę w drugiej turze udziału. Statystyki dawaj, jak najwięcej. Co do starych gier to ja akurat nie muszę się chyba wypowiadać;)

    Polubienie

    • Tak, byłem jedyny, który przeżył. Muszę przyznać, że intuicja mnie nie zawiodła: współplemieńcy sami sobie są winni, że dali się łatwo podejść i nie zareagowali na moją natychmiastową ucieczkę powtórzeniem akcji. Zresztą jak później rozmawialiśmy z MG i omówiliśmy poszczególne elementy, na które się natknęliśmy, to w wielu momentach mieliśmy dużo szczęścia, albo właśnie intuicji.

      Polubienie

    • O tak. Zwyczajnie przerwałem opis sytuacji Sędziemu i zadeklarowałem: biegnę najszybciej jak potrafię w kierunku X. Pozostali gracze postanowili wysłuchać opisu do końca 😀

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s