Rodzina McCoy #4 – Czysty strach cz.2

Po długiej przerwie wracam do raportów z Dziwnego Zachodu. Na tej sesji młodzi McCoy’owie udają się na rozmowę z właścicielami miasta. Wcześniej jednak postanawiają obejrzeć sobie ich posiadłość. Co znajdą przy murach rezydencji? Jak potoczy się rozmowa? Czy przyda się siła Eda, kanty Malcolma i magiczny wzrok Henry’ego? Czy kuzyni wyjdą cało ze spotkania z Amslerami? Odpowiedź na te pytania znajdziecie w dzisiejszym raporcie z sesji.

SPOILER ALERT

Nie da się tego uniknąć, gdyż jest to kontynuacja poprzedniej sesji, mocno osadzonej w Miastach Duchów. A zatem jeśli zamierzacie grać w sesje z tego dodatku do Deadlandsów, to nie czytajcie dalej. A jeśli chcecie czytać, to powinniście najpierw zajrzeć do poprzedniego raportu. Tym bardziej, że poprzednią sesję opisywałem dawno temu i na pewno nikt nie pamięta, co się tam wydarzyło. A była to dobra sesja.

Przygodę w Josephine chciałem zakończyć w tym samym składzie, w którym ją rozpocząłem i to był pierwszy błąd. Ostatecznie i tak nie skończyliśmy scenariusza teraz, a ja tylko niepotrzebnie stworzyłem choćby chwilowe uczucie wykluczenia. Mogłem wziąć całą drużynę od razu, choć pewnie wiele by to nie zmieniło. Poza tym okazało się, że nie mam wystarczających jaj, żeby poważnie zagrozić bohaterom. Nie miałem przemyślanego planu działania, chciałem budować nastrój i rozwinąć fabułę uzależniając ją od poczynań graczy. W efekcie nie było żadnego finału.

Po dziwnej rozmowie z Amslerem McCoy’owie zaczęli się naradzać. Dostali zaproszenie na kolację, która ma zacząć się godzinę przed zmrokiem. Po krótkiej analizie doszli do wniosku, że albo będzie to szybkie szamanko, albo ktoś chce ich wystawić na niebezpieczeństwo związane z powrotem do hotelu po zmroku. Nie wyglądało to dobrze, ale nie mogli przecież odmówić komuś tak ważnemu. To znaczy mogli natychmiast wsiąść na konie i odjechać w siną dal, ale taką opcję gracze szybko odrzucili.

Postanowili najpierw odwiedzić krawca, do którego skierował ich Amsler. Ten był zaznajomiony z procedurą, bo gdy tylko zobaczył szalik natychmiast zabrał się do pracy. Dla Malcolma i Henryka znalazł całkiem przyzwoite spodnie, koszule i marynarki. Grubego Eda najpierw taksował wzrokiem, potem wyciągnął miarę, a na koniec kazał przyjść o godzinie 15. Do tego czasu miał przygotować jakiś reprezentacyjny strój. Przed wyjściem od krawca bohaterowie usłyszeli jeszcze, że powinni udać się także do salonu urody Evy, gdzie również będą mogli zapłacić pokazaniem szalika. To była porażająca wiadomość, którą natychmiast postanowili sprawdzić. I rzeczywiście, Eva tylko rzuciła okiem na szalik i elegancko zajęła się kuzynami. Ed skorzystał z tej samej usługi co poprzedniego dnia, a dodatkowo otrzymał golenie i inne zabiegi pielęgnacyjne. Z jednej strony był wniebowzięty (nie musiał płacić!), a z drugiej bardzo żałował, że nie powstrzymał się wczoraj, bo wówczas musiał płacić i powiększać swój dług u brata.

Po odświeżeniu się nastąpiła krótka narada. Kuzyni postanowili przyjrzeć się za dnia posiadłości Amslerów, chcąc w ten sposób zwiększyć swoje szanse przeżycia, gdyby doszło do jakiegoś niebezpiecznego rozwoju sytuacji. Rezydencja wznosiła się na wzgórzu i była widoczna z miasteczka, więc bohaterowie wskoczyli na konie i ruszyli. Na miejscu okazało się, że była otoczona solidnym, wysokim murem. Zdany test tropienia pozwolił stwierdzić, że niedaleko przechodziło stado wilków. Wyglądało to tak, jakby wilki podeszły pod mury posiadłości, przeszły wzdłuż nich spory odcinek i oddaliły się do lasu. Nic więcej nie udało się ustalić, więc rodzinka wróciła do Josephine.

W saloonie Ed próbował zapłacić okazaniem szalika za lunch, ale na karczmarza to nie podziałało. McCoyowie dowiedzieli się jednak, że Amslerowie mają w zwyczaju nocować swoich gości, co tylko trochę uspokoiło bohaterów. Po posiłku jednak nastąpiło spotkanie, które z kolei podniosło niepokój.

Bohaterów ponownie zaczepił zapijaczony Jory, który widział ich spotkanie z Amslerem i przekazanie szalika. Kazał im uważać na siebie i bardzo uważnie przyglądać się wszystkiemu. Stwierdził, że od dawna szuka dowodów na to, że włodarze miasta są źli, więc jeśli McCoy’owie zdobędą takie dowody, to on będzie mógł się ostatecznie rozprawić z bogaczami. Z tej rozmowy niewiele wyniknęło poza niewielkim zwiększeniem odczucia zagrożenia. No i gracze nie mogli się zdecydować, czy zaufać Jory’emu czy traktować go jak majaczącego pijaka. Tak czy siak jadąc do posiadłości Amslerów wiedzieli, że muszą sie pilnować.

Pominę tutaj opisy, które robiłem graczom po drodze i w samej posiadłości. Wiecie: nisko wiszace, śnieżne chmury, wielka brama, kamerdyner pod bronią, wielkie obrazy na ścianach i wystawnie zastawiony stół. Starałem się stworzyć nastrój grozy, choć trudno jednoznacznie stwierdzić czy mi wyszło. Jestem za to bardzo niezadowolony z rozmowy, jaka odbyła się między bohaterami a Amslerami. Okazała się sztampowa, mało emocjonująca i w gruncie rzeczy niewiele wnosząca do przygody. A miała być przecież kulminacją sesji.

Jedyny dobry element tej rozmowy to efekt działań Henryka. Junior przypomniał sobie o swoim bękarcim wzroku i postanowił go użyć – wydał szton i przyjrzał się otoczeniu. I nagle okazało się, że Amslerowie wyglądają zupełnie inaczej: mają jednorodnie czarne oczy, spiłowane lub naturalnie ostre zęby, długie języki. Takich niby drobnych zmian było więcej. Henry nie dał po sobie znać, że przejrzał iluzję i prowadził dalej uczestniczył w rozmowie. Później bardzo enigmatycznie przekazał kuzynom, że na gospodarzy trzeba bacznie uważać, bo nie są tymi, kim się wydają być.

A czemu Amslerowie w ogóle zaprosili drużynę na kolację? Chcieli posłuchać, co dzieje się w wielkim świecie oraz złożyć bohaterom ofertę. W okolicy grasują wilki, które są utrapieniem mieszkańców Josephine, w związku z czym zaproponowali bardzo przyzwoite stawki za przyniesione łby tych drapieżników. Za wilki z czerwonymi oczami mieli płacić potrójnie.

Po rozmowie kuzyni położyli się spać w przygotowanej dla nich sypialni. Oczywiście nie czuli się bezpieczni i wystawili warty, jednak noc minęła spokojnie. Rano nie dane było im spotkać się z gospodarzami. McCoy’owie po śniadaniu wsiedli na konie i opuścili posiadłość Amslerów z silnym postanowieniem zarobienia paru dolarów na wilczym zleceniu. Na tym zakończyliśmy sesję.

Sesja niby nie była zła, ale daleko jej też było do tych jednoznacznie dobrych. Były dłużyzny, zero akcji, fabuła nie posunęła się zbyt mocno. Nie wiem czemu liczyłem na to, że uda się stworzyć fajny nastrój horroru, podczas gdy nie miałem przygotowanych ani porządnych opisów, ani odpowiedniej muzyki, ani zwrotów akcji. Ot spotkaliśmy się, zagraliśmy i rozeszliśmy się do domu.

Na kolejnej sesji postanowiłem nie przedłużać wykluczenia i zaprosić do przygody wszystkcih graczy. I o dziwo wszyscy przyszli. Była to jedna z nielicznych sesji, w której spotkała się cała rodzinka McCoy. Czy jednak duże towarzystwo pomogło stworzyć dobrą przygodę? O tym w kolejnym raporcie.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s